Monday, 24 November 2008

to nie tak miało być.

W nowym filmie o przygodach Agenta 007 najlepsza okazała się niestety piosenka.



Bondowi zdecydowanie zabrakło seksownej kobiety u boku (bo choć Kurylenko piękna, to jednak kawał z niej drewna), gadżetów, martini,nieco staromodnego stylu, i bajkowości, które do niedawna nadawały mu ponadczasowego wdzięku.
Zabrakło też poczucia humoru i sztandarowej kwestii, dzięki której widz nie miał wątpliwości, że ogląda Bonda. Jamesa Bonda.

I choć zwolennicy nowej serii będą z pewnością zaciekle bronić nowego wcielenia agenta, który zmienia się w odpowiedzi na zmiany współczesnego świata (tu przy okazji wychodzi jeszcze jedna słabostka filmu, a mianowicie pseudo-realistyczna i jakże nieefektowna fabuła), to ja takiemu Bondowi mówię zdecydowanie nie.

Idąc na Bonda, chcę zobaczyć bajkę, którą w dużym stopniu znam, a która jednak mnie zaskoczy. W Quantum of Solace Agent 007 staje się przeciętnym herosem kina akcji, a to nie w tym tkwi tajemnica sukcesu i magia serii.

Na domiar złego Daniel Craig tylko czasem wygląda powalająco.
Krótko mówiąc: to nie tak miało być!

No comments: