Zarzekałam się wczoraj w Bordo, że żadnych postanowień noworocznych robić nie będę, bo za dobrze się znam i guzik z pętelką z tego wyjdzie, ale jednak będzie jedno poważne. Poważnie.
Bo odkąd mieszkam sama zupełnie nie radzę sobie z zarządzaniem zasobami w lodówce!
Powodów jak sądzę jest kilka, bo:
1. Jestem łasuchem (tak sobie myślę, że może w tym tkwi szkopuł...?;))
2. Z pkt. nr 1 jasno wynika, że lubię mieć dużo różnych pyszności w domu i nie cierpię gdy półki świecą pustkami.
3. Ceny w sklepiku osiedlowym doprowadzają mnie do rozpaczy- ostatnio jak poszłam i zobaczyłam pomidory za 12 zł za kilogram, to obiecałam sobie, że nic innego niż bułek i mleka tam nie kupię. No rozbój w biały dzień!
4. Zbyt częste wizyty w supermarkecie przyprawiają mnie o mdłości.
5. Nikt nie wymyślił jeszcze wystarczająco małych opakowań. Nie wiem jak Was, ale mnie czasem 0,5 litra mleka (przy założeniu, że zużywam go wyłącznie do kawy) na 48 godzin przerasta.
Zatem moje postanowienie noworoczne- ogarnąć się w kwestii zarządzania produktami spożywczymi, i nie wyrzucać jedzenia. I niech to się naprawdę uda.
Wednesday, 31 December 2008
Thursday, 25 December 2008
vip.
Testpublikum søges, czyli fajnie czasem znaleźć się na liście i dostać maila z zaproszeniem na próbny pokaz najnowszego (niegotowego jeszcze) filmu Larsa von Triera.
I ta adnotacja na końcu, że obowiązuje absolutny zakaz opowiadania o tym co się zobaczy i że liczba miejsc bardzo ograniczona.
Proszę jaki awans- rok temu roznosiłam na festiwalu filmowym kawę, a teraz taka oferta!
Co do samego filmu- podobno scenariusz owiany jest tajemnicą, ale wiadomo, że fabuła skupia się na teorii, że stwórcą świata jest szatan, a nie Bóg. Thriller psychologiczny i horror w jednym.
I znalazłam w sieci informację, że Polski Instytut Sztuki Filmowej dokłada do tego 1 milion polskich złotych.
Żeby wspierać jeszcze tych obrzydliwie bogatych Duńczyków?!
Doprawdy, świat staje na głowie!
(Ja natomiast od 2 dni siedzę na d...! A jak wczoraj wyciągnęłam Mariusza na spacer, to wróciliśmy po 5 minutach, "bo zimno i gdzie my będziemy łazić"....!
Efekt: +5 kg. Święta są złe!)
I ta adnotacja na końcu, że obowiązuje absolutny zakaz opowiadania o tym co się zobaczy i że liczba miejsc bardzo ograniczona.
Proszę jaki awans- rok temu roznosiłam na festiwalu filmowym kawę, a teraz taka oferta!
Co do samego filmu- podobno scenariusz owiany jest tajemnicą, ale wiadomo, że fabuła skupia się na teorii, że stwórcą świata jest szatan, a nie Bóg. Thriller psychologiczny i horror w jednym.
I znalazłam w sieci informację, że Polski Instytut Sztuki Filmowej dokłada do tego 1 milion polskich złotych.
Żeby wspierać jeszcze tych obrzydliwie bogatych Duńczyków?!
Doprawdy, świat staje na głowie!
(Ja natomiast od 2 dni siedzę na d...! A jak wczoraj wyciągnęłam Mariusza na spacer, to wróciliśmy po 5 minutach, "bo zimno i gdzie my będziemy łazić"....!
Efekt: +5 kg. Święta są złe!)
Wednesday, 17 December 2008
z morałem.
1. Nie cierpię czekać na przystankach autobusowych, zwłaszcza jak temperatura powietrza spada poniżej 0.
Wtedy zwykle rodzi się w mojej głowie plan tzw. "trasy kombinowanej"- byle tylko do przodu, byle tylko nie stać i nie marznąć.
Tak też było i dziś- sprzed nosa uciekł mi autobus, następny za 20 min, więc ponieważ wydawało mi się, że znam trasę alternatywną, postanowiłam wcielić plan w życie.(Warto dodać, że rzecz działa się w okolicach Wybrzeża Gdyńskiego, czyli mniej więcej tam, gdzie moja znajomość Warszawy się kończy).
Wsiadłam więc w 186, i chciałam wysiąść na następnym przystanku, żeby przesiąść się w 506 i dojechać do BUW-u, ale okazało się- o czym przekonałam się za późno- że kolejne 3 przystanki, to przystanki na żądanie. A że niestety nikt akurat nie wysiadał, to znalazłam się nagle na przystanku "Kanał Żerański"(wtf?).
Nie tam gdzie chciałam.
Po 20 minutach udało mi się wreszcie dotrzeć do właściwego przystanku, swoje i tak odczekałam i wsiadłam w 118, które miało zawieźć mnie do BUW-u.
Ale w momencie kiedy kierowca wychylił się ze swojej kabiny, i zapytał pasażerów:
"Przepraszam, a to ja tu mam skręcić?!" straciłam nadzieję, że kiedykolwiek tam dotrę.
Podróż, która normalnemu człowiekowi zajęłaby 30 minut, zajęła mi grubo ponad godzinę. Krótko mówiąc przekombinowałam, za to trasę 118 poznałam dogłębnie. Ładna.
Morał I: warto czekać.
2. A wcześniej widziałam takie ogłoszenie:
"Uwaga, do muszli klozetowych ZABRANIA się (!) wrzucania śmieci, kości, szmat, resztek jedzenia, nieczystości, pieluch jednorazowych, jak również wylewania płynów żrących, a także odpadów pobudowlanych. W przypadku nagminnego doprowadzania przez mieszkańców danego pionu kanalizacyjnego do jego niedrożności, administracja może obciążyć kosztami użytkownika lokalu winnego spowodowania niedrożności lub ewentualnie równomiernie mieszkańców wzwyż od miejsca niedrożności".
Morał II: nigdy nie kupujcie mieszkań na ostatnim piętrze!
Swoją drogą: co za dzikusy niecywilizowane tam mieszkają?!;)
Wtedy zwykle rodzi się w mojej głowie plan tzw. "trasy kombinowanej"- byle tylko do przodu, byle tylko nie stać i nie marznąć.
Tak też było i dziś- sprzed nosa uciekł mi autobus, następny za 20 min, więc ponieważ wydawało mi się, że znam trasę alternatywną, postanowiłam wcielić plan w życie.(Warto dodać, że rzecz działa się w okolicach Wybrzeża Gdyńskiego, czyli mniej więcej tam, gdzie moja znajomość Warszawy się kończy).
Wsiadłam więc w 186, i chciałam wysiąść na następnym przystanku, żeby przesiąść się w 506 i dojechać do BUW-u, ale okazało się- o czym przekonałam się za późno- że kolejne 3 przystanki, to przystanki na żądanie. A że niestety nikt akurat nie wysiadał, to znalazłam się nagle na przystanku "Kanał Żerański"(wtf?).
Nie tam gdzie chciałam.
Po 20 minutach udało mi się wreszcie dotrzeć do właściwego przystanku, swoje i tak odczekałam i wsiadłam w 118, które miało zawieźć mnie do BUW-u.
Ale w momencie kiedy kierowca wychylił się ze swojej kabiny, i zapytał pasażerów:
"Przepraszam, a to ja tu mam skręcić?!" straciłam nadzieję, że kiedykolwiek tam dotrę.
Podróż, która normalnemu człowiekowi zajęłaby 30 minut, zajęła mi grubo ponad godzinę. Krótko mówiąc przekombinowałam, za to trasę 118 poznałam dogłębnie. Ładna.
Morał I: warto czekać.
2. A wcześniej widziałam takie ogłoszenie:
"Uwaga, do muszli klozetowych ZABRANIA się (!) wrzucania śmieci, kości, szmat, resztek jedzenia, nieczystości, pieluch jednorazowych, jak również wylewania płynów żrących, a także odpadów pobudowlanych. W przypadku nagminnego doprowadzania przez mieszkańców danego pionu kanalizacyjnego do jego niedrożności, administracja może obciążyć kosztami użytkownika lokalu winnego spowodowania niedrożności lub ewentualnie równomiernie mieszkańców wzwyż od miejsca niedrożności".
Morał II: nigdy nie kupujcie mieszkań na ostatnim piętrze!
Swoją drogą: co za dzikusy niecywilizowane tam mieszkają?!;)
Saturday, 13 December 2008
co Magda miała na myśli..
mówiąc:
"Wczoraj sobie wszystko sksenofowałam"?
Prawidłowa odpowiedź zostanie nagrodzona!
"Wczoraj sobie wszystko sksenofowałam"?
Prawidłowa odpowiedź zostanie nagrodzona!
Thursday, 11 December 2008
zasłyszane (cph-waw).
Rozmowa dwóch duńczyków:
1.(z pewną obawą w głosie)
X:Er der meget sne derned?
(Czy leży tam dużo śniegu?)
Ja w myślach: (Tak, i białe niedźwiedzie chodzą po ulicach).
2.
X:Så har vi landet i den storste polske by.
(No, wreszcie wylądowaliśmy w największym polskim mieście)
Y:Nej, det er jo ikke rigtigt! Den storste polske by er....Chicago!
(A nie, nie masz racji! Największe polskie miasto to...Chicago!)
Ha.Ha.
1.(z pewną obawą w głosie)
X:Er der meget sne derned?
(Czy leży tam dużo śniegu?)
Ja w myślach: (Tak, i białe niedźwiedzie chodzą po ulicach).
2.
X:Så har vi landet i den storste polske by.
(No, wreszcie wylądowaliśmy w największym polskim mieście)
Y:Nej, det er jo ikke rigtigt! Den storste polske by er....Chicago!
(A nie, nie masz racji! Największe polskie miasto to...Chicago!)
Ha.Ha.
Sunday, 7 December 2008
telegraficznie.
bo nie mam za bardzo dostepu do internetu, a poza tym pierwszy raz od czwartku wyszlo slonce, wiec trzeba korzystac, bo na pewno zaraz zajdzie.
1. Jak mawia przyslowie- mentorka trafila mi sie jak slepej kurze ziarno. Jej babcia jest wlascicielka calej (!) kamienicy na Nørrebro, i mieszkam sama w dwupokojowym mieszkaniu, na strychu. Dodac nalezy, ze w owym mieszkaniu czas zatrzymal sie kilkadziesiat lat temu i wyglada dokladnie tak, jakby je ktos dawno temu zamknal i otworzyl dopiero na moj przyjazd. Urocze.
2. Po babci odziedziczylam rowniez rower. Ma chyba niewiele mniej lat niz sama babcia, ale dziala- poza hamulcami, ktorym zdarza sie czasem nie dzialac. Jeszcze zyje.
3. Kopenhaga w okresie swiatecznym jest sliczna, ale diabelnie zatloczona. Goraczka swiatecznych zakupow trwa (i mnie chyba tez dopadnie..;)).
4. Ciasto marchewkowe w Studenterehuset i pølser smakuja wysmienicie.
5. Friday-bar (Blazeju, kojarzysz tez?) nie udal sie wcale. Na szczescie drinki w zupelnie polskich cenach wlasciwie zawsze wyrownuja wszelkie inne niedoskonalosci (jak zepsuty jeden z glosnikow i niezbyt ruchawe towarzystwo).
6. Nastepnego dnia nadrobilysmy niedosyt uskuteczniajac clubbing na Nørrebro (kto pamieta Gefarlich?)
7. Magda jest oszolomiona iloscia przystojnych Dunczykow. Ja tez, niezmiennie.
8. Dunczycy na rauszu to osobna historia- nie da sie opisac, ale opowiem Wam nasze przygody.
9. Przygotowujac prezentacje natrafilam na bardzo ciekawy artykul dotyczacy stresu. Wyobrazcie sobie, ze codziennie (!) 35 tysiecy Dunczykow nie przychodzi do pracy (tzw. call in sick) z tego powodu!Ciekawam jaka skale ma to zjawisko w Polsce (bo czym oni sie tu stresuja?!).
10. Podsumowujac- jest swietnie, acz troche nostalgicznie. Brak rezerwacji kolejnego lotu WAW-CPH niepokoi.
Ale przylecimy wiosna Panowie, prawda?:-).
1. Jak mawia przyslowie- mentorka trafila mi sie jak slepej kurze ziarno. Jej babcia jest wlascicielka calej (!) kamienicy na Nørrebro, i mieszkam sama w dwupokojowym mieszkaniu, na strychu. Dodac nalezy, ze w owym mieszkaniu czas zatrzymal sie kilkadziesiat lat temu i wyglada dokladnie tak, jakby je ktos dawno temu zamknal i otworzyl dopiero na moj przyjazd. Urocze.
2. Po babci odziedziczylam rowniez rower. Ma chyba niewiele mniej lat niz sama babcia, ale dziala- poza hamulcami, ktorym zdarza sie czasem nie dzialac. Jeszcze zyje.
3. Kopenhaga w okresie swiatecznym jest sliczna, ale diabelnie zatloczona. Goraczka swiatecznych zakupow trwa (i mnie chyba tez dopadnie..;)).
4. Ciasto marchewkowe w Studenterehuset i pølser smakuja wysmienicie.
5. Friday-bar (Blazeju, kojarzysz tez?) nie udal sie wcale. Na szczescie drinki w zupelnie polskich cenach wlasciwie zawsze wyrownuja wszelkie inne niedoskonalosci (jak zepsuty jeden z glosnikow i niezbyt ruchawe towarzystwo).
6. Nastepnego dnia nadrobilysmy niedosyt uskuteczniajac clubbing na Nørrebro (kto pamieta Gefarlich?)
7. Magda jest oszolomiona iloscia przystojnych Dunczykow. Ja tez, niezmiennie.
8. Dunczycy na rauszu to osobna historia- nie da sie opisac, ale opowiem Wam nasze przygody.
9. Przygotowujac prezentacje natrafilam na bardzo ciekawy artykul dotyczacy stresu. Wyobrazcie sobie, ze codziennie (!) 35 tysiecy Dunczykow nie przychodzi do pracy (tzw. call in sick) z tego powodu!Ciekawam jaka skale ma to zjawisko w Polsce (bo czym oni sie tu stresuja?!).
10. Podsumowujac- jest swietnie, acz troche nostalgicznie. Brak rezerwacji kolejnego lotu WAW-CPH niepokoi.
Ale przylecimy wiosna Panowie, prawda?:-).
Thursday, 4 December 2008
wszyscy czytają pudelka.
Piszę w małej konspiracji (bo obok mnie siedzi nie kto inny, a bohaterka postu), zatem będzie krótko i na temat.
Co robi stateczna sześćdziesięcioletnia Pani, pracująca w Sekretariacie Posiedzeń Sejmu, w przerwie?!
Czyta Pudelka!
Oczom własnym nie mogłam uwierzyć, myślałam, że może przegląda jakieś newsy bo wypada być na bieżąco, ale nie! Pudelek we własnej osobie, "Adam Król, stać go na najatrakcyjnieszą dziewczynę".
Sensacja, plotka, komentarz- jak widać zawsze w cenie!
Co robi stateczna sześćdziesięcioletnia Pani, pracująca w Sekretariacie Posiedzeń Sejmu, w przerwie?!
Czyta Pudelka!
Oczom własnym nie mogłam uwierzyć, myślałam, że może przegląda jakieś newsy bo wypada być na bieżąco, ale nie! Pudelek we własnej osobie, "Adam Król, stać go na najatrakcyjnieszą dziewczynę".
Sensacja, plotka, komentarz- jak widać zawsze w cenie!