Monday, 19 January 2009

beware.she is back soon.

N: (...) rozprowadź wieść, że w weekend 21-22.02 dokądś jedziemy. najlepiej do Łodzi, bo Angel przyjeżdża. możemy ew. pojechać gdzie indziej, ważne, żeby jej coś fajnego pokazać.
Ja: (mhm...)

po chwili:

N: aaa, i donieś też złomom, że 13 idziemy do kina na zajebisty film, a potem możemy np. pić u mnie włoskie alkohole.
Ja: jaki film?
N: no jak to, słynną polsko- francuską koprodukcję erazmusową;)
Ja: jeszcze nie przyjechałaś, a już nam życie planujesz, terrorystko:)
N: no ba. sorry, Błażej na przykład pisze do mnie do Włoch, dopominając się o nowe zapałki.
Ja: normalnie idziemy do kina, jedziemy do Łodzi, A. ma odebrać Angel z lotniska. Hitlerek mały.
N: życie wam się rozpada beze mnie!
Ja: jakoś sobie radzimy. (...) bez tych twoich hitlerkowych akcji.

(a tak zupełnie poważnie :wracaj, bien sur. Wcale sobie nie radzimy: w końcu bez zapałek, rekomendowanych przez Ciebie fantastycznych filmów, i bez zaplanowanych co do minuty podróży naprawdę nie da się żyć! Odliczamy? 25!)

10 comments:

b said...

Do jakiej Łodzi?
Do TORUUUUNIA!

Ale z drugiej strony coś w tym jest. Bo ja jednak postanowiłem nie czekać i kupić sobie zapałki. I kupiłem jakieś bardzo ambitne, które buchają płomieniem i strzelają płonącą siarką w dłoń.

Zostaliśmy tu sierotki całkiem same...

Nat said...

dobra, może być i do Torunia.
Asieńko, zapomniałaś dodać, że ta rozmowa zaczęła się od Twojej prośby: "nie wiem w co sie ubrać na imprezę Mariusza. wiesz, lata 30. Pomóóóóż miiii!!";)

j said...

a co ma piernik do wiatraka?;)
pomoc to jedno, a planowanie życia drugie;)

mariusz said...

Jak się mówi A - trzeba powiedzieć B, a kończy się na organizowaniu życia:)

Ja tam się cieszę i może być i łódź i toruń, i jedno i drugie też!

mariusz said...

Tylko ta wiekopomna kooprodukcja... naprawdę musimy? Mamusiu...

b said...

Natalia: czy to będzie dla ciebie taka przyjemność jak ten koleś z mam talent, który sobie wbijał gwóźdź w przegrodę nosową?

Nat said...

B&M: ja wiem, że zniosłam swoje rozstanie wyjątkowo dobrze, ale po 10 miesiącach to naprawdę nie masochizm, tylko ciekawość;) A wolę zobaczyć w kinie z Wami, niż pożyczać od Krzyśka DVD. No ale jeśli nie będziecie w stanie wytrzymać 23 minut filmu, o którym nikt nie wie, czy jest taki zły, jak zapewne zakładacie (Mariusz;)), to umówimy się kiedy indziej, a Aperol wypiję sama.

A: Jeśli tak Cię denerwują moje propozycje dotyczące czasu wolnego, to moze te dotyczące ubrań, prac rocznych i domowych itd. też są denerwujące? Mogę się do niczego nie wtrącać, nie ma sprawy. (fuknięcie, foch, fuknięcie)

mariusz said...

Aaa... Aperol, noo, to zupełnie zmienia postać rzeczy!

Czytałem gdzieś, że to jeden z najbardziej obiecujących filmów młodego kina! Koniecznie trzeba obejrzeć:)) IDĘ!!!

j said...

ojeju ,a co ty taka poważna:)
już napisałam przecie, żebyś wracała, i że żyć bez Ciebie nie możemy:)
żadnych tam fochów:) we love you all!

Nat said...

No! I tak się proszę do mnie zwracać! Bo inaczej moja szafa pozostanie zamknięta na wieki;)