Monday, 4 May 2009

hat, rabbit.

Jestem oficjalnie podekscytowana nową płytą Gaby Kulki.
Dawno na polskiej scenie muzycznej nie było niczego równie dobrego, energetycznego, świeżego, a jednocześnie tak profesjonalnego.
Nie wsłuchałam się jeszcze w teksty, ale na pierwszy rzut oka raczej nie wydają się żenujące.

A może powód jest znacznie bardziej prozaiczny- Gaba to chyba uosobienie moich marzeń- o tym, żeby umieć grać muzykę rozrywkową na fortepianie (no tu niestety dwie lewe rączki), i śpiewać (podejrzewam, że szczytem moich możliwości jest karaoke, po paru głębszych).
Ech, życie.

9 comments:

b said...

Błażej lubi to!

Do Stodoły chętnie pójdzie.

j said...

czekam na słowa krytyki od reszty...;)

Nat said...

nie no, ja nie lubię takiej muzyki, chyba wiadomo, nie muszę tego pisać. nawet nie muszę za bardzo tego słuchać, instynkt mi podpowiada;)

j said...

ale doceń warsztat!;)

Nat said...

ja sobie mogę nawet doceniać warsztat jakiejś zasranej Anny Marii Jopek, czy kogo byś tam nie chciała, ale wiesz - Johnny Rotten nie umiał za bardzo grać, Kurt nie był wirtuozem, a oni są dla mnie milion razy ważniejsi... tzn. cokolwiek by z paluszkami nie robił, who cares about Satriani?
PS. Acz dostałam jakieś jazzowe wytyczne od mojej obecnej wyroczni w kwestiach wszelkich i, być może, się jednak zmuszę;)

Nat said...

a ja jeszcze podzielę się informacją, że nie dość, ze bardzo długo wytrzymałam bez nowego bloga, to jeszcze już w czwartym wpisie złamałam zasadę, która miała być jego podstawą... no cóż. ale może za to nie podam adresu, sama go będę sobie czytać;)

j said...

@N: Ej, napisałaś:
"nie no, ja nie lubię takiej muzyki, chyba wiadomo, nie muszę tego pisać."

A Janusz Radek?! Hę?!

Nat said...

Janusz Radek jest wyjątkowy, poza tym najlepszy jest w starociach.

b said...

Lepiej gadaj gdzie ten nowy blog albo spalimy twój dom do imentu! A w najlepszym razie nigdy tam nie posprzątamy!