Thursday, 16 April 2009

man on wire.

Piękny film o o urzeczywistnianiu szaleńczych marzeń.
Dokument jak wiele innych, ale historia Philippe Petit'a robi wrażenie. Fantastyczna postać- tyle energii, entuzjazmu, zapału, a wszystko z powodu byle liny rozpinanej między wieżami Notre Dame, mostu w Sydney czy WTC.
Szczerze mówiąc chyba dalej nie wierzę, że to się działo naprawdę. Niesamowite.

Thursday, 9 April 2009

i to jest argument.

Dostałam maila z Wizzair "Świąteczne promocje", no i tak z czystej ciekawości sprawdziłam bilety do mojej ukochanej Kopenhagi (a jak!). 100 zł w dwie strony, nieprzyzwoicie mało. Nie muszę dodawać, że z trudem powstrzymuję się przed ich zakupem, ale nieważne.

Rozmowa z Gunnarem:
J: I can get tickets to Copenhagen for 200 dkk, can you imagine?!
G: Omg, that's soo cheap.
J: It's cheaper than going from Copenhagen to Roskilde! (co jest prawdą, nieźle co?)
G (po chwili zastanowienia): But think of all the emissions. One polar bear would die because of that!

No i nie kupiłam.

Thursday, 2 April 2009

yes, we can!

Wieczór w liczbach:

2,5 butelki wina czerwonego wytrawnego / choć te 0,5 w zasadzie bliżej nieokreślone, ale było więc się wypiło/
5/6 l.dębowej
1/4 l.czystej
podzielić na 8 godzin i nas 3.
Efekt: w 100% fantastyczny wieczór wczoraj, kac jak sto pięćdziesiąt dziś.

I love you girls:)

Edit, 11.26:
(A Sejm "ustawia uchwały" dziś. Jedna za drugą. Damn)

Wednesday, 1 April 2009

frustracja.

Jestem oficjalnie sfrustrowana, załamana i chwilowo bez pomysłów na dalsze ruchy z mojej strony (ale p. Redaktor- jeśli tu Pani jeszcze zagląda i po przeczytaniu tego zdania zamarła-niech się Pani nie martwi, do 20.04 jakoś z tego wybrnę;)).
Bo robimy z Natalią ten cholerny katalog dla festiwalu filmowego, wysyłam maile, grzecznie proszę o przesłanie niezbędnych materiałów prasowych, zdjęć i cisza.
"Nie będzie problemu, proszę tylko podać deadline, będę o Pani na pewno pamiętać", a tydzień później maila jak nie było tak nie ma. Ładna mi promocja.
Skrzynki mam im pozapychać czy co?!
A przecież dzięki @ miało być szybko i efektywnie, a mam wrażenie, że jakbym wysłała gołębia to byłoby znacznie lepiej, bo przecież nie zostawili by go tak samemu sobie ani też nie wysyłali z pustymi...nóżkami.
Heeeeelp!

Monday, 30 March 2009

a praca magisterska napisze się sama.


Clint Eastwood re-we-la-cyj-ny.
Zapaśnika wciąż trawię.
A Statyści stają się oficjalnie moim ulubionym serialem (innych nie oglądam, ale co tam;)).

Tuesday, 24 March 2009

undskyld.



Jest za co, bo jak to Natalia zgrabnie ujęła:
"Miała być romantyczna kolacja we dwoje... a tu, kurwa, znowu my"

Friday, 6 March 2009

krokietom mówimy nie.

Wczorajszy wieczór zapamiętam na długo, dr House live, moi drodzy.
A zaczęło się niewinnie- od byle krokieta wegetariańskiego w znanym wszystkim "Krokieciku". Nigdy więcej.
Po niespełna godzinie zrobiło mi się nagle gorąco, 150 uderzeń serca na minutę, przekrwione oczy, a jak pani w aptece pokręciła znacząco głową, mówiąc jednocześnie "że to na pewno coś z ciśnieniem" i popatrzyła na mnie z takim politowaniem, jakby chciała powiedzieć "biedactwo, zaraz się wykończy", to było mi już zupełnie nie do śmiechu.

W szpitalu na Hożej lekarz- kardiolog zresztą- bezradnie rozłożył ręce, zwłaszcza, że w środku wizyty zaatakowała mnie wysypka, i wyglądałam jakby mnie ktoś całą wrzucił w pokrzywy. W związku z tym, że z minuty na minutę pojawiały się nowe objawy, i postępowały w "galopującym tempie", nie wiedział zupełnie jak mi pomóc, i odesłał karetką do innego szpitala, mówiąc na do widzenia ratownikom, żeby "nie podawali sterydów jeśli nie będzie takiej potrzeby".WTF?!

Ratownicy z "R"-ki okazali się notabene przesympatycznymi ludźmi, przywracającymi trochę wiarę w "lekarzy z powołania", czego nie można powiedzieć o tych pracujących w szpitalu na Lindley'a, mających wszystko i wszystkich w nosie.
Czekałam dobre 40 minut aż ktoś w ogóle do mnie przyjdzie, po czym pojawiła się "śpiąca królewna", i orzekła, że to "jakaś alergia pokarmowa". Kolejne 40 minut czekałam na podanie leków (wstrętnej kroplówki i zastrzyku, fuj), i dopiero 20 minut po tym jak kroplówka się skończyła, łaskawie ktoś przyszedł i mnie od niej odpiął.
Z drugiego szpitala pamiętam w zasadzie tylko czekanie (kolejne 1,5 h w celu obserwacji reakcji na podane leki), bo wysypka zniknęła w równie tajemniczych okolicznościach w jakich się pojawiła, i jak ręką odjął minęły wszystkie objawy.
A teraz najlepsze!
Diagnoza: pokrzywka alergiczna (nikomu mimo wszystko nie życzę)
Lekarz "Śpiąca królewna" zapytana przeze mnie co robić, jeśli znowu się tak stanie, i czy zawsze wyląduję w szpitalu pod kroplówką stwierdziła:
"Nieee, nie trzeba w ogóle przyjeżdżać" i zaleciła.....Allertec i wapno.
Tak, tak- leki dostępne bez recepty.
Niezła groteska.

Wersja Mariuszowa (miał ponoć fajną koleżankę do rozmowy, jak na mnie czekał przez te 3 godziny w poczekalni)-mam nadzieję- niebawem!
Wasza całkiem zdrowa Joanna;)