bo nie mam za bardzo dostepu do internetu, a poza tym pierwszy raz od czwartku wyszlo slonce, wiec trzeba korzystac, bo na pewno zaraz zajdzie.
1. Jak mawia przyslowie- mentorka trafila mi sie jak slepej kurze ziarno. Jej babcia jest wlascicielka calej (!) kamienicy na Nørrebro, i mieszkam sama w dwupokojowym mieszkaniu, na strychu. Dodac nalezy, ze w owym mieszkaniu czas zatrzymal sie kilkadziesiat lat temu i wyglada dokladnie tak, jakby je ktos dawno temu zamknal i otworzyl dopiero na moj przyjazd. Urocze.
2. Po babci odziedziczylam rowniez rower. Ma chyba niewiele mniej lat niz sama babcia, ale dziala- poza hamulcami, ktorym zdarza sie czasem nie dzialac. Jeszcze zyje.
3. Kopenhaga w okresie swiatecznym jest sliczna, ale diabelnie zatloczona. Goraczka swiatecznych zakupow trwa (i mnie chyba tez dopadnie..;)).
4. Ciasto marchewkowe w Studenterehuset i pølser smakuja wysmienicie.
5. Friday-bar (Blazeju, kojarzysz tez?) nie udal sie wcale. Na szczescie drinki w zupelnie polskich cenach wlasciwie zawsze wyrownuja wszelkie inne niedoskonalosci (jak zepsuty jeden z glosnikow i niezbyt ruchawe towarzystwo).
6. Nastepnego dnia nadrobilysmy niedosyt uskuteczniajac clubbing na Nørrebro (kto pamieta Gefarlich?)
7. Magda jest oszolomiona iloscia przystojnych Dunczykow. Ja tez, niezmiennie.
8. Dunczycy na rauszu to osobna historia- nie da sie opisac, ale opowiem Wam nasze przygody.
9. Przygotowujac prezentacje natrafilam na bardzo ciekawy artykul dotyczacy stresu. Wyobrazcie sobie, ze codziennie (!) 35 tysiecy Dunczykow nie przychodzi do pracy (tzw. call in sick) z tego powodu!Ciekawam jaka skale ma to zjawisko w Polsce (bo czym oni sie tu stresuja?!).
10. Podsumowujac- jest swietnie, acz troche nostalgicznie. Brak rezerwacji kolejnego lotu WAW-CPH niepokoi.
Ale przylecimy wiosna Panowie, prawda?:-).
7 comments:
Friday bar - overrated.
Ja tez bym dzis call in sick sobie sprawil, ale mam beznadziejnie glupie poczucie obowiazku i jednak siedze w robocie.
A do cph na grilla letniego bym sie wybral, na weekend, bez dwoch zdan!
Za moich czasow friday bar nie funkcjonowal, za moich czasow rzadzil niepodzielnie Theee Mooooooooooooooooose! (not overrated;)
O BOZE, to jest straszne miejsce.
Bylam tam ze dwa razy i zupelnie nie przypadlo mi do gustu.
Ale jesli wyznacznikiem glownym jest cena piwa, to wygrywa bez dwoch zdan;)
Off topic: zapomnialam napisac, ze jak lecialam do Malmo, to czytalam gazetke reklamowa i zgadnijcie jakie polskie miasto bylo polecone na weekend (tak a propos naszego malego projektu:)).
Uwaga: SWIDNICA! He?:)
Jezu, dlaczego Świdnica?? Jaki wy macie projekt? Bo w maju jest tam festiwal filmowy i o ile nie uda mi sie jakims cudem wykrecic, to tam pracuje... (Asia, moze ja bym Ci oddala ten job?)
Oddaj (serio):)
Nie wiem dlaczego Swidnica,bylo w gazetce w samolocie WAW-MALMO.
Widzisz, ominal cie nasz pierwszy wyjazd w ramach projektu- to byl wlasnie Lublin. A w planach Torun, moze sie juz zalapiesz:)
Krotko mowiac poznajemy kraj ojczysty!
Dla mnie Świdnica to żadna atrakcja. Jestem Zdolny Ślązak koniec końców. Byłem w świdnicy nie raz i nie dwa. Głównie na dworcu autobusowym.
A jakie atrakcje reklamowała gazetka?
Theee Moooooooooooose! za moich czasów funkcjonował jako erasmusowa najebownia/meat market w dni, kiedy nie było imprezy w Studentenhuset. Czyli, że nie dla mnie.
Bo to dokladnie o to chodzi z The Moooose:D
A z tymi zabytkami to nie pamietam dokladnie, ale bylo stare miasto na pewno, swidnickie kamienice:D, i jakis kosciol drewniany.
I cos bylo o tym, ze miasto jest przepieknie oswietlone.
Post a Comment